Strona:Wybór poezyj- z dołączeniem kilku pism prozą oraz listów.djvu/519

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


choć to nie wiemy, kto w bożym kalendarzu rubryką, a kto żałobnym kolorem napisany. Gdy X. Turski nie będzie miał wyższéj jakiéj koadjutoryi czy w Poznaniu czy we Włocławku; wątpię, żeby mię swoim chciał miéć zastępcą. A gdyby i uczynił: on zdrów jak tur, on poluje, on gospodarząc, zbiera grosze i cieszy się: a ja słabowity i mózg suszący, czyż jego przeżyję? Rychléj do nas śmierć z maczugą przydybie, co głowę trudzim robotą, umysł wędzim nadzieją niepewną, niż tych, co mają in plenitudine otium cum dignitate.
Nie uczynię ja zniewagi W. K. M. moim podniesieniem, bom urodzony dobrze i pamiętny na to, że niedawno to imię miało krzesła, laski, klucze i pieczęci. A co się tycze darów bożych, toćbym tak powiedział i napisał jak drugi. Mierność stopnia i majątku sprawuje bojaźń. Teraz zdaje mi się, żem żak i mówić nie umiem, potym podsycony łaską pańską loquar in conspectu regum et non confundar. Gdy mnie jeszcze ta nadzieja ominie, a podpisane jak słyszę w dzień imienin moich koadjutorye prymasa i kujawskiego, uchylą X. Turskiego od ascensu, podobno zapłakawszy z Dawidem vanum est confidere in principibus, trzeba będzie pojechać na wieś i zamiast Liwiusza czytać Warrona de Re Rustica. Przyznam się szczerze W. K. M., że mię jedynie łaska pańska krzepi i obietnice jego kategorycze, bo ja znam komunały. Kiedy przed nami pracującemi będą brać młodzikowie bez zasług i criminibus maculosi, a W. K. M. nie arcy życzliwy, w cóż pójdą styrane lata na literaturze i ciało skurczone na stołku. Nędzny to cel, sława nieśmiertelna po śmierci. Dobrze ją miéć przy honorze i majątku w tym życiu. Ja służę W. K. M., niech nad nami nie górują ci, których intryga z mamoną i szafirkowaniem sławnemi czyni, nie zasługa i statek. Stracimy ochotę do wszystkiego, gdy nas W. K. M. porzucisz, albo zostawisz tylko w oczekiwaniu szczęścia jakiegoś równo ze śmiercią. Bilet mi od przyjaciela przysłany z doniesieniem nowéj roboty, sprawiedliwie zasmucił i fantazyą pomieszał. Nie jest to fraszka dla mnie, Miłościwy Panie, utracić bliską nadzieję do biskupstwa łuckiego, a tymczasem gnić i ślepić nad temi szpargałami. Potrafiłbym i ja jeździć karyolką, grać w karty, jeść i pić smaczno, liczyć pieniądze, indulgere ventri et ingvini (?), a potym bez pracy wyższe infuły łapać. Pódź dyable nowiny kopać z nami, kiedy chcesz świeżego chleba, powiadał ksiądz Skarga. Ja się oddaję łasce W. K. M. pozwalając sobie poufałego pisma i eksplikacyi, bo w obecności pańskiéj słowa nie przemówię.
(Cały list, jak wszystkie tu zamieszczone, własnoręczny, bez podpisu).