Strona:Wybór poezyj- z dołączeniem kilku pism prozą oraz listów.djvu/355

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Lepiéj siedzieć pod wiechą; a tymczasem w domu
Nie było gospodarstwa dopilnować komu.
Wymarły liczne pszczoły, poszły w niwecz sady;
Jedne drzewa mróz zniszczył, a drugie owady.
Nikt roli ni na jesień, ni orał na wiosnę;
Tłuste czabanki parchy wymorzyły sprosne.
A czego mór nie dobił, podusili wilcy,
Abo sam w karczmie przepił z brzydkiemi opilcy.
Każdy, co go znał przedtym (tak-to w oczach dziwnie!),
Wzdycha tylko, mijając, albo głową kiwnie.
Już on, co placki jadał, a chleba do gęby
Razowego nie przytknął, zjadłby i otręby.
Ledwo z głodu nieborak po bankietach dyszy.
Niémasz czym w domu z kąta biednéj wyzwać myszy.
A ci, co do utraty i do zbytków wiedli,
Pierwsi zdrajcy uciekli, skoro go objedli.
Fircyk poszedł w Podgórze, Kulfon za granicę.
Boże! oczyść z tych łotrów naszę okolicę.
Niémasz owych cieliczek i capów i kozek,
Miasto czerwonych pasów — łyczany powrozek.
Palce z bucików patrzą, jako świat przestrony,
Na grzbiecie kusy korman, i to pożyczony.
Owa piękna maczuga, z bukszpanu toczona,
Stoi gdzieś, za dwa złote marnie zastawiona;
A fletnią, którą ociec nasze bawił gaje,
Kupili niedźwiednicy na swe szałamaje.
Wszystko poszło na brydnie i na tararuszki,
Na przysmaczki, śpiewaczki, i na panie duszki.
Pójdzie wkrótce i miłe zdrowie bez pochyby,
Bo mu już pysk wędrowne ukrasiły grzyby.
I nie wiem pewnie, co się z jego stało nosem;
Nie gada jako człowiek, jeno kaczym głosem.
Ongi, kiedy mu pan wójt zagroził gąsiorem,
Jeśliby nie wypłacił długów przed wieczorem
Przyszłego poniedziałku, tak się ukrył w lesie,
Że o nim pewnie żaden długo nie dowie się.
Chciał on, widzę, przepisać, o ślepoto szczyra!
Możnego i w bogactwa i w rozum Tytyra.
Lecz Tytyr zawsze panem, bo żyć umie w mierze;
Drugą ręką odkłada, kiedy jedną bierze.
A roztropnie się rządząc, lubo wszystkim dawa,
W komorze i w oborze nic mu nie ustawa.