Strona:Wybór poezyj- z dołączeniem kilku pism prozą oraz listów.djvu/300

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Pod jednéj matki skrzydła rozpostarte
Sierocych piskląt garnie się drużyna,
Gdy na nie orlik pazury otwarte,
Z góry podnosząc, uderzać poczyna.
Wyście ją z piórek obnażyli marnie...
Czymże was w trwodze ta matka ogarnie?

Niémasz pod słońcem, jak świat stoi światem,
Gdzieby się w rządzie większe działy cuda.
Po cóż królewskim błyskać majestatem,
Jeśli bezczynna w nim tylko obłuda?
Po co ich szukać, łożąc kosztów wiele,
Jeśli królowie są nieprzyjaciele?

Ociec król, — czemuż dziecię mu nie wierzy?
Pan — cóż poddaństwo w hołdzie mu oddawa?
Wódz jest najwyższy — czemuż bez żołnierzy?
Sędzia — gdzież w jego ręku miecz i prawa?
Nędznaż-to ziemia, dzika i szalona,
Gdzie same tylko w rządzących imiona!

O! błędna trzodo herbownéj gołoty,
Co na twe chytre patrząc przewodniki,
Nie znasz, jak z twojéj żartują prostoty,
Klejąc, zrywając przedajne sejmiki.
Dla swych cię oni prywat używają...
Ty chcesz wolności, a oni ją mają.

Dziedzicznych swobód twierdzę i obronę
Za kielich trunku, ukłon bałamutny,
Wybierasz posły jaśnie oświecone,
Wrzeszcząc do chrzypki na rząd absolutny.
Nie tobie oni twoją łowią wędą;
Ty pługiem orać, oni tobą będą.

Kto tylko wielkim żył na waszym tronie,
Musiał za pasy chodzić z niewdzięczniki.
Zwano go ojcem, ale już po zgonie,
W martwych popiołach miedzy nieboszczyki.
Wasz-to obyczaj, cierń w życia przeciągu
Kłaść im na głowy, kwiat aż na posągu.