Strona:Wybór poezyj- z dołączeniem kilku pism prozą oraz listów.djvu/298

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Niech twa ręka wspaniałą w łask szafunku będzie
Tym nawet, których zdatność w niższym kładnie rzędzie.
Nie pytaj, jeśli-ć wdzięczni; mało ich na ziemi...
Wielka-to rzecz i piękna czynić niewdzięcznemi.

Niech na cię dwory szemrzą, niech gmin, co chce, gada;
Płochość językiem onych, zazdrość sercem włada.
Nie żądaj być w pochlebne kadzidła bogatym.
Bóg sam jest twoim sędzią; on widzi; dość na tym.

Prochem jesteś nikczemnym wśrzód świata ogromu.
Przecież Bóg z wieczystego patrząc na cię domu,
Żywi cię, utrzymuje i umacnia w trudzie.
Boga się tylko lękaj, a nie dbaj o ludzie[1].
1776, XIII, 231—246.




XXVIII. Głos umarłych.




Z kwiecistych posad helikońskiéj góry
Miedzy zamierzchłe wtrącony cyprysy,
Gdy mchem porosłe przeglądam marmury,
Nad zatartemi jękając napisy,
Lat waszych niemym świadectwem, królowie!
Taki się z mogił głos do mnie ozowie:

»Ty, co narodu mego piszesz dzieła
I z umarłemi miéć rozumiesz sprawę!
Nie tak nas twardym snem Kloto ujęła,
Zwlokszy widzialną słabych ciał postawę,
Byśmy część lepszą życia utracili:
Żyliśmy, żyjem i będziemy żyli.

W kręgu wiecznego osadzeni świata,
Patrzym na ziemne z wysoka mieszkańce.
Głos żalów waszych i tu nas dolata,
Gdzie nieprzebyte usypawszy szańce,
Twórca na oddział błędu i istoty,
Nam dał doznawać, wam dociekać cnoty.

  1. Na téj pieśni kończą sią Liryki w pierwszém zbiorowém wydaniu r. 1778. Dalsze dziewięć podajemy w porządku, w jakim je Mostowski rozmieścił.