Strona:Wybór poezyj- z dołączeniem kilku pism prozą oraz listów.djvu/289

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


XXV. Filżanka.
(Imieniem A. L. K.)




Co niebo jasne przy złotéj pogodzie,
Kiedy się zatli błękitnym szafirem;
Co malowany gmin kwiatów w ogrodzie,
Chłodnym w poranku muskany Zefirem;
Toś ty w mych oczach, cudowne naczynie,
W którym dank bierze Sas bogatéj Chinie.

Wszystko się w twojéj zamknęło postaci;
Z delikatnością kształt gładkiéj roboty:
Z różnemi złoto farbami się braci,
Dwa zmysły wabiąc lubemi pieszczoty.
Radbym cię nigdy z oczu mych nie zmykał,
A zawsze usty chętliwemi tykał.

Twojéj sam ogień szanując urody,
Miedzy drogiemi najcelniejsza sprzęty,
Cofnął z miłości płomień jasnoszkody
I wolną puścił przez bystre odmęty:
A co misterny rzemieślnik ulepił,
To jeszcze hartem warowniéj ukrzepił.

Czy do poprawy pomaga odmiana?
Czy mię życzliwość moja słodko zwodzi?
Ledwoś, filżanko, odmieniła pana,
Nowa się w tobie cale piękność rodzi:
Błysnęły jaśniéj twe farby i wdzięki,
Skoroś się pani méj dotknęła ręki.

Skąd miłość sercom słodkie wije pęta,
Nabiera blasku z jéj włosów twe złoto:
Tuczą twój szafir nadobne oczęta;
A ukraszony wstyd wiarą i cnotą,
Z wdzięcznym uśmiechem bieluchnego lica
Żywiéj róż twoich szkarłaty rozniéca.