Strona:Wybór poezyj- z dołączeniem kilku pism prozą oraz listów.djvu/111

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


III. Do Stanisława Augusta, Króla Polskiego, W. Książęcia Lit., nauk i uczących się Ojca.
(Młódź Coll. Nobil. Warszawskiego Soc. Jesu).




Jako, gdy z śnieżnych Arktów wsteczne goniąc cugi,
Rzuci na zapomniane wzrok łaskawszy smugi,
A krusząc martwe lody pędem bystrych koni,
Żyzne skiby rodzajnych pól Tytan odsłoni,

Wdzięczny wskrześcy swojemu poczet wonnéj rzeszy,
Z winnym hołdem, pokornie chyląc główki, śpieszy,
I z serc rozwitych tocząc wkoło liście krasne,
Niesie mu w upominku dary jego własne:

Tak, kiedy mierząc pewnym bieg łask hojnych szykiem,
Pożądanym twarz pańska zabłyśnie promykiem,
Wzrastające do usług twych, monarcho, grono
Składa od Muz uwite wieńce na twe łono.

Twoim my darem żyjem: twe zachęty płodne
Rzeźwią w szlachetnych sercach te myśli swobodne,
Tę chęć skoczną do sławy, za któréj pochopem
Plennym się, jak rolnikom, praca słodzi snopem.

Pełne-ć są wprawdzie z siebie nauki słodyczy,
Lecz któż trudy codzienne, kto troski policzy?
Niejednemu, że się ten owoc nie da snadnie
Urwać, w pierwszych myśl tępa zawodach upadnie.

Czyżby dotąd w ozdobne dowcipy obfita,
Okazalszy nie wzięła wzrost rzeczpospolita,
Gdyby troskliwa zwierzchność przy tak roli bujnéj
Chciała wesprzéć naturę kęsem pracy czujnéj?

Monarchowie, co stoją narodów na czele,
Są rodzice poddanych swoich i modele;
Ich oni przewodniczym śladem zawsze chodzą:
Pod wielkiemi się królmi wielcy ludzie rodzą.