Przejdź do zawartości

Strona:Wybór pism J. I. Kraszewskiego T.XI.djvu/150

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

142
WYBÓR PISM J. I. KRASZEWSKIEGO.

ciem spotkał go wpół drogi, bo inaczéj wiele byłby stracił, okazując jawnie nędzę swego położenia.
Perli sam go zaczepił.
— A! witam! tylko bez gniewu! rzekł. Wszak się nie gniewasz?
— Ja! na pana! odpowiedział Jan wpół pogardliwie, na wpół spokojnie.
— Otoź to tak dobrze! zgoda! zgoda! A cóż, robota jest? (Wiedział dobrze, że jéj nie było.)
— Spodziewam się jéj, mam przyrzeczoną, ale dotąd wolny jestem.
— No, możebyśmy się umówili? Jakże?
— Mów otwarcie! zawołał Jan. Wiele ci płacą? co chcesz wziąć dla siebie, nic nie robiąc i zyskując sławę w dodatku? Zrobię co potrzeba i na twoje imię; mniejsza z tém, nie dbam o tutejszą sławę.
— No, no! otoż właśnie! zgodzimy się; bardzo dobrze, i spiszemy kontrakcik.
— Co chcesz!
— Widzisz pan kochany, rzekł Perli, biorąc go poufale pod rękę. Ja bo nie chcę się całkiem z cudzego chełpić. Mam wiele praktyki, pan sam przyznałeś mi rzuty świateł szczęśliwe. Otoź to, jako też, udzielę rady mojéj i niektórych myśli.
— Dobrze, dobrze! odpowiedział Jan, ogłupiały swojém położeniem.
— Choć i nie byłem we Włochach, ale panie spryt jest! Sprytem wszystkiego dochodzę (jako też). No! panku Janku, jakoś to z nami będzie. Ot tak. Mnie płacą za sklepienie i trzy obrazy olejne ołtarzowe wysokości łokci czterech do pięciu, ogółem, jako też... Mam ci prawdę powiedzieć?
— Zdaje się, że należałoby.