Strona:Wolter - Powiastki filozoficzne 01.djvu/219

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dnosi drżącą ręką zasłonę, spogląda na Zadiga, wydaje krzyk rozczulenia, zdumienia i radości, i, powalona nadmiarem wzruszeń, osuwa się zemdlona w jego objęcia. Była to Astarte we własnej osobie; była to królowa Babilonu; ta którą Zadig ubóstwiał, mimo iż wyrzucał sobie swą miłość; którą tyle opłakiwał i o której los tak się lękał. Na chwilę, postradał panowanie nad sobą; wreszcie utopił spojrzenia w oczach Astarte, które otwierały się wpół omdlałe ale przepełnione tkliwością i sromem. „O nieśmiertelne potęgi! wykrzyknął, które władacie losami mieszkańców tej ziemi, czy wracacie mi Astarte? w jakiejż chwili, w jakiemż miejscu, w jakim stanie oglądam ją z powrotem?“ Przypadł do kolan Astarte, uderzył czołem w proch okrywający jej stopy. Królowa podnosi się i sadza go przy sobie nad strumieniem; raz po raz ociera oczy, z których łzy zaczynają wciąż płynąć na nowo. Po dwadzieścia razy zaczyna mówić, ale jęki przerywają jej słowa; pyta kochanka jaki traf sprowadził tu ich oboje, przerywa jego odpowiedzi nowemi pytaniami. Rozpoczyna opowiadanie swych nieszczęść i wraz wywiaduje się o niedole Zadiga. Skoro wreszcie oboje ukoili pierwsze wzruszenia, Zadig w niewielu słowach opowiedział, w jaki sposób znalazł się na tej łączce. „Ale, o nieszczęśliwa i czcigodna królowo, jakim cudem odnajduję ciebie w tem ustronnem miejscu, w stroju niewolnicy, w towarzystwie innych niewolnych kobiet, szukających bazyliszka aby go ugotować w wodzie różanej na zlecenie lekarza?