Strona:Wolter - Powiastki filozoficzne 01.djvu/217

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Tymczasem Zadig ciągle pytał o nowiny i ronił obfite łzy. „Jakto, panie, wykrzyknął rybak, byłżebyś ty sam nieszczęśliwym, ty, który siejesz dobrodziejstwa? — Nieszczęśliwszym od ciebie sto razy, odparł Zadig. — Ale jak to być może, powiadał poczciwina, aby ten który daje bardziej był godzien litości, niż obdarowany? — Stąd, iż twoją największą klęską był niedostatek, odparł Zadig, ja zaś jestem nieszczęśliwy sercem. — Czy także Orkan zabrał panu żonę?“ spytał rybak. Pytanie to przywiodło Zadigowi na pamięć wszystkie jego przygody; przebiegł myślą litanię swych nieszczęść, począwszy od suczki królowej, aż do zamku rozbójnika. „Zaiste, rzekł, Orkan zasłużył aby go ukarano. Ale, zazwyczaj, tacy ludzie są ulubieńcami losu. Jakbądź się rzeczy mają, idz do szlachetnego Kadora, i czekaj na mnie“. Rozstali się: rybak, idąc, błogosławił los, Zadig zaś pędził na oślep, złorzecząc ciągle swej doli.


XVII. Bazyliszek.

Przejeżdżając przez jakąś polankę, ujrzał gromadkę kobiet, szukających czegoś nadzwyczaj usilnie. Ośmielił się zbliżyć do jednej z nich, i zapytał, czy raczą zezwolić aby im dopomógł w poszukiwaniach. „Niech pana Bóg broni, odparła Syryjka; tego, czego szukamy, nie mogą dotknąć inne ręce, jak tylko kobiece. — To osobliwe, w istocie, rzekł Zadig; czy wolno spytać, co to za przedmiot, którego tylko kobietom wolno dotykać? — Bazyliszek, rze-