Strona:Wolter - Powiastki filozoficzne 01.djvu/212

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


rzekł Zadig, przez litość, czy nic nie wiesz, o losie królowej?
— Mówiono tam coś o księciu Hirkanii, odparł; prawdopodobnie dostała się między jego konkubiny, o ile nie zabito jej w zamięszaniu; ale, naogół, ciekawszy jestem grabieży niż nowin. W czasie swoich wypraw, ująłem wiele kobiet; nie chowam żadnej; sprzedaję je drogo kiedy są ładne, nie dowiadując się co są zacz. Nikt nie płaci za rangę; sama królowa, gdyby była brzydka, nie znalazłaby kupca. Może sprzedałem i królowę Astarte, może umarła; ale mało mnie to obchodzi, a sądzę że i ty zbytecznie się o to troszczysz“. Mówiąc, pił tak walecznie i plótł tak bezładnie, iż Zadig nie mógł zeń wydobyć nic więcej.
Patrzał przed siebie, oszołomiony, przybity, nieruchomy. Arbogad pił ciągle, opowiadał historyjki, powtarzał bezustanku iż jest najszczęśliwszym z ludzi, zachęcał Zadiga aby wstąpił w jego ślady. Wreszcie, łagodnie odurzony oparami wina, zapadł w spokojny sen. Zadig spędził noc w najgwałtowniejszem poruszeniu. „Jakto, powiadał sobie, król oszalał! zabito go!... nie mogę się wstrzymać aby go nie żałować. Państwo rozdarte, a ten bandyta szczęśliwy: o fortuno! o losie!... złodziej szczęśliwy, to zaś co natura stworzyła najmilszego, zginęło może w najokropniejszy sposób, lub żyje w doli gorszej niż śmierć. O Astarte, co się z tobą stało?“
Od świtu zaczął wypytywać mieszkańców zamku; ale wszyscy byli zajęci, nikt mu nie odpowiadał. Do-