Strona:Wolter - Powiastki filozoficzne 01.djvu/208

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


boleśnie Nabussan. — Bardzo chętnie, królu, odparł Zadig; dostaniesz pieniędzy od bonzów ile tylko zapragniesz. Wydaj na łup ziemie gdzie znajdują się ich zamki, a broń tylko swoich własnych“. Nabussan poszedł za tą radą: niebawem, bonzowie padli do stóp króla, błagając o pomoc. Za całą odpowiedź król odśpiewał im kantyczkę w której zasyłał modły do nieba o zachowanie ich ziemi. Wreszcie, bonzowie wyłożyli pieniądze i król ukończył szczęśliwie wojnę.
W ten sposób, Zadig, przez mądre i szczęśliwe rady, i przez wielkie usługi jakie oddał, ściągnął na siebie nieubłaganą nieprzyjaźń ludzi najpotężniejszych w państwie. Bonzowie i brunetki przysięgli mu zgubę; finansiści i garbusi nie szczędzili go nigdzie; podszczuto przeciw niemu dobrego Nabussana. Wyświadczone usługi zostają często w przedpokoju, podejrzenia zaś wchodzą do gabinetu, wedle sentencyi Zoroastra. Codzień płynęły oskarżenia: otóż, pierwsze nie dosięga, drugie zostawia rysę, trzecie rani, czwarte zabija.
Zadig, zaniepokojony, załatwiwszy pomyślnie sprawy Setoka i doręczywszy mu przez posłów pieniądze, myślał już tylko o tem aby opuścić wyspę. Postanowił sam udać się szukać nowin o Astarte. „Jeśli zostanę w Serendib, powiadał, bonzy każą mnie w końcu nawlec na pal. Ale dokąd iść? w Egipcie czeka mnie niewola; w Arabii, wedle wszelkiego prawdopodobieństwa, śmierć na stosie; w Babilonie stryczek. Trzeba wszelako dowiedzieć się co się