Strona:Wolter - Powiastki filozoficzne 01.djvu/203

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


do sekretu, zgromadził wszystkie swoje skarby w tym korytarzu. Skoro kandydaci znaleźli się w salonie, Jego Majestat nakazał aby rozpoczęli taniec. Nigdy nie widziano jeszcze tańca bardziej ociężałego i bez gracyi; głowy spuszczone, przygarbione krzyże, ręce przylepione do boków. „Cóż za hultaje“, rzekł pocichu Zadig. Jeden z całego orszaku stawiał kroki zręcznie, z podniesioną głową, swobodnem spojrzeniem, rozprężonemi ramiony, wyprostowanem ciałem, napiętą łydką. „Oto uczciwy człowiek! ha! dzielny człowiek!“ mówił Zadig. Król uściskał dobrego tancerza i ogłosił go skarbnikiem; wszystkich innych zaś ukarano i osądzono, najsprawiedliwiej w świecie; każdy z nich bowiem, w czasie gdy bawił w korytarzu, napełnił sobie kieszenie tak suto iż ledwie mógł chodzić. Król zasmucił się nędzą natury ludzkiej, jako iż, na sześćdziesięciu czterech, znalazło się sześćdziesięciu i trzech hultai. Ciemny korytarz nazwano korytarzem Pokusy. W Persyi, wbitoby na pal tych sześćdziesięciu trzech jegomościów; w innych krajach przeprowadzonoby dochodzenie, którego koszta pochłonęłyby trzechkrotną wartość skradzionej sumy, a które nie wróciłoby nic do szkatuły monarszej; w innem królestwie złodzieje usprawiedliwiliby się w całej pełni, i przyprawili o niełaskę owego zbyt lekkiego tancerza: w Serendib skazano ich jedynie na pomnożenie skarbu publicznego, król Nabussan bowiem był bardzo wyrozumiały.
Był również bardzo wdzięczny: dał Zadigowi więcej pieniędzy, niż kiedykolwiek jaki skarbnik