Strona:Wolter - Powiastki filozoficzne 01.djvu/174

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


resztę dnia zajmował się upiększeniem Babilonu. Wystawiał tragedje na których płakano, komedje na których się śmiano; rzecz, która oddawna wyszła z mody i którą Zadig wskrzesił na nowo z martwych, ponieważ posiadał smak. Nie miał pretensji aby się rozumieć na sztuce więcej niż sami artyści; nagradzał ich hojnie i zaszczytnie i nie był tajemnie zazdrosny o ich talenty. Wieczorem, bawił sumiennie króla, a zwłaszcza królowę. Król powiadał: „O, jakiż wielki minister!“ królowa mówiła: „O, jakiż miły minister!“ i oboje dodawali: „Byłaby wielka szkoda, gdyby go powieszono“.
Nigdy żaden dygnitarz nie musiał udzielać tylu audjencyj damom. Większość przychodziła doń ze sprawami zgoła urojonemi, aby nawiązać jakąś sprawę z nim samym. Żona Zawistnego zjawiła się jedna z pierwszych; przysięgła Zadigowi na Mitrę, Zendawestę i święty ogień, że potępia z duszy postępowanie męża; zwierzyła następnie, w zaufaniu, że mąż jej to zazdrośnik i brutal; dała do zrozumienia, iż bogowie skarali go, odmawiając mu szacownych objawów tego świętego ognia, dzięki któremu jedynie człowiek staje się podobnym do nieśmiertelnych; wreszcie, na zakończenie, napomknęła iż zgubiła podwiązkę. Zadig podniósł ją ze zwykłą grzecznością, ale nie zapiął, jak się godzi, wyżej kolana damy. To małe przewinienie, jeżeli można je tak nazwać stało się przyczyną najstraszliwszych nieszczęść. Zadig zapomniał o tem rychło; ale żona Zawistnika zapamiętała dobrze.