Strona:Wolter - Powiastki filozoficzne 01.djvu/151

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


mu wolno. Nie posiadał uroków ani cnót Zadiga; ale, przekonany o swej wyższości, wściekły był, że nie jego wybrała Semira. Zazdrość ta, której źródłem była próżność, wzbudziła w nim przekonanie iż bez pamięci kocha narzeczoną Zadiga. Umyślił ją porwać. Zbiry pochwyciły Semirę i, wśród gwałtownej walki, zranili ją, rozlewając krew istoty której widok byłby rozczulił tygrysy z góry Imaus. Ona podniosła lament aż do nieba. Wołała: „O, drogi małżonku; wydzierają mnie przedmiotowi mego ukochania!“ Nie pamiętała o swojem niebezpieczeństwie; myślała jedynie o Zadigu. Równocześnie, on bronił jej z siłą jaką rodzi odwaga i miłość. Mając, za całą pomoc, jedynie dwóch niewolników, zmusił zbirów do ucieczki; odniósł do domu zakrwawioną i zemdloną Semirę, która, otwarłszy oczy, ujrzała swego oswobodziciela. Rzekła: „O, Zadigu! kochałam cię jak małżonka: dziś kocham jak człowieka, któremu zawdzięczam cześć i życie“. Nigdy niczyje serce nie było równie przepełnione czułością, jak serce Semiry. Nigdy bardziej czarujące usta nie wyraziły bardziej wzruszających uczuć wdzięczności i przywiązania. Rana Semiry była lekka, niebawem dama ta przyszła do zdrowia. Stan Zadiga był bardziej niebezpieczny; grot zadał mu głęboką ranę tuż koło oka. Semira błagała bogów o wyzdrowienie kochanka. Dzień i noc, oczy jej tonęły we łzach: czekała chwili, w której źrenice Zadiga będą mogły ucieszyć się jej spojrzeniem. Ale, w pobliżu zranionego oka, zebrał się wrzód, budzący poważne obawy. Posłano aż do