Strona:Wincenty Rapacki - Król Husytów.djvu/114

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


połowicy całą swobodę, bo w zakątku swej duszy cieszył się i tem więcej wielbił swoją Czeszkę.
W astrolabium swojem powtarzał:
— Nie przykryć korcem prawdy, nie przykryć. Wyjść ona musi na światło dnia białego. A będzie, co Bóg da.
Najpilniejszymi uczniami pani Elżbiety byli Korybut i Jadwiga. Ta już umiała czytać całą postyllę Husa i rozumieć ją doskonale.
Podnietą znów do zabaw i umysłowych rozkoszy byli poeci, którymi się młoda para lubowała.
Ksiąg tych na rozkaz pani Elżbiety dostarczyć musiał mistrz Marcin i jego staraniem je kopijowano.
Wśród takich to zabaw i zajęć, w niewieścich komnatach Jadwigi zjawił się król.
Wszedł niespodzianie i nie oznajmiony przez nikogo.
Wszystko, co było w komnacie, zerwało się na równe nogi. Był ponury i gniewny.
Stanął i obrzucił wzrokiem wszystkich dookoła.
— Skarży mi się ciągle ksiądz Zbigniew — wyrzekł wreszcie — że heretyckie książki czytacie... Pani ochmistrzyni źle tu pełnisz swoje obowiązki.