Strona:William Yeats-Opowiadania.djvu/184

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


srebrną czarę, z której jej matka i babka piły ongi zdrowie weselne, nalał napitku z fafurowego dzbana i podał córce czarę, wymawiając słowa obrzędowe:
— Wypij w ręce tego, kogo kochasz najwięcej!
Podniosła czarę do ust i trzymała ją przez chwilę, a następnie odezwała się głosem dźwięcznym i pieszczotliwym:
— Piję zdrowie wiernego kochanka mojego, Tumausa Costella!
W tejże chwili czarka potoczyła się z rozpędem po posadzce, brzęcząc niby dzwonek, bo stary pan uderzył córkę w twarz i wytrącił jej czarkę z rąk. W komnacie zapanowało głuche milczenie.
Pomiędzy czeladzią, która właśnie wysypała się z alkierza, było niemało ludzi Namary; jeden z nich, bajarz i piewca, ostatni niedobitek braci gęślarskiej, który miał miejsce za stołem i misę w kuchni Namary, wyciągnął z za pasa nóż francuski i snadź zamierzał rzucić się na Costella, lecz znienacka jakiś cios powalił go na ziemię, gdzie ramieniem potrącił kubek, który znów zatoczył się, pobrzękując. Wraz rozległby się szczęk stali, gdyby od strony chłopstwa zebranego przy drzwiach i tłoczącego się poza niemi nie doszedł pomruk i okrzyki; wszyscy poznali,

165