Strona:William Yeats-Opowiadania.djvu/162

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


gdy poświęcone paciorki ocalały, odleciała go wszelka trwoga; przyszło mu też na myśl, że jeżeli ta wielka opończa i obcisły pod nią kubrak są ciepłe i niepodziurawione, to pewnikiem Święty Patryk zdejmie z nich zaklęcie i uczyni je zdatnemi do użytku ludzkiego. Lecz czarne i zielone szmaty, ledwo je tknął palcami, rozpadły się w strzępy, za chwilę zaś stało się nowe dziwo: oto słabiuchny wietrzyk, co zadął z nad grążeli, skurczył zwłoki uczonego starca wraz z jego staroświeckim strojem w garstkę prochu, a następnie coraz to bardziej rozwiewał i rozwiewał tę garsteczkę, aż nie pozostało nic oprócz gładkiej zielonej murawy....

∗             ∗



143