Strona:William Yeats-Opowiadania.djvu/125

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


się pod ścianę, nie mogąc oderwać źrenic od baby, gdyż w świetle ogniska ujrzała, że ta na głowie zamiast włosów miała szare pierze jastrzębie. Lecz niemowlę spało i płomień hulał na nalepie, gdyż jedno z nich było za głupiutkie, a drugie za wesołe, by miały sobie zdawać sprawę, jak okropna stwora stoi tuż obok.
— Otwórz! — rozległ się inny głos — jestem starą babą siwego jastrzębia i strzegę jego gniazda w pomroczy boru.
Mamka powtórnie otworzyła drzwi, choć jej palce drżące ledwo zdołały utrzymać zasuwę; do izby weszła druga sędziwa niewiasta, niemniej stara, jak pierwsza, oraz z takiemi samemi piórami zamiast włosów, i stanęła obok tamtej. Wkrótce nadeszła trzecia sędziwa niewiasta, po niej czwarta, a za nią piąta, szósta, siódma — aż cała chatynka natłoczyła się ich olbrzymiemi ciałami. Przez długi czas stały w zupełnej ciszy i spokoju, gdyż były one z tych, których nigdy nie zaniepokoiło przesypywanie się piasku, lecz wkońcu jedna bąknęła głosem cichym i piskliwym:
— Siostrzyce, poznałam go zdaleka po czerwieni jego serca pod srebrzystą skórą.
Następnie rzekła druga:
— Siostrzyce, poznałam go, bo serce w nim

106