Strona:Wiktor Hugo - Nędznicy cz5.pdf/258

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Skocz do: nawigacja, szukaj
Ta strona nie została skorygowana.


niebieskiemi, fijoietowemi, różowemi, zielonemi siedzącemi wśród świec; dokoła pająka żyrandole, na ścianach zwierciadła, kryształy, świecidełka, porcelany, fajanse, złote i srebrne naczynia błyszczały rozweselając oczy. Miejsca próżne między kandelabrami zapełniono kwiatami, tak iż tam, gdzie nie było światła, widziałeś kwiaty.
W przedpokoju trzech skrzypków i jeden fletrowersista grali z cicha kwartety Heydna.
Jan Valjean usiadł na krześle przy drzwiach w miejscu, w którem skrzydło drzwi zasłaniało go prawie. Nim usiedli do stołu, Cozetta zbliżyła się do niego swawolnie, oddała głęboki ukłon i ukazując obydwiema rękami swój strój panny młodej, zapytała tonem w pół czułym, w pół żartobliwym:
— Ojcze, jestżeś zadowolony?
— Tak — rzekł Jan Valjean — jestem zadowolony.
— A więc, niech się ojciec śmieje.
Jan Valjean się rozśmiał.
Po chwili Baskijczyk zawiadomił, że podano do stołu.
Pan Gillenormand podał rękę Cozecie i wszedł pierwszy do sali jadalnej, za nim sunęli biesiadnicy i każdy, stosownie do naznaczonego porządku, zajął miejsce za stołem.
Dwa wielkie krzesła stały po prawej i lewej stronie panny młodej; jedno dla pana Gillenormand, drugie dla Jana Valjean. Pan Gillenormand usiadł. Drugie krzesło zostało próżne.
Szukano oczyma „pana Fauchelevent“.
Nigdzie go nie było.
Pan Gillenormand zawołał Baskijczyka.
— Nie wiesz, gdzie jest pan Fauchelevent?
— Właśnie mię tu przysłał — odpowiedział Baskijczyk. Pan Fauchelevent kazał panu powiedzieć, że boli go — chora ręka i że nie może jeść obiadu z panem baronem i panią baronową. Prosił, by go wytłómaczo-