Strona:Wiktor Gomulicki - Kolorowe obrazki.djvu/24

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dąc już tam, przeczytajmy wyrazy pełne realnéj prawdy, a skreślone na szybie pałacowéj... czystéj wody brylantem. Brzmią one:

„Une femme souvent
N’est qu’une plume au vent!“

A teraz idźmy daléj.


II.

Stół, na stole jarzące świece w srebrnych lichtarzach, pęki świeżych kwiatów, butelki i kieliszki. W koło stołu grono biesiadników w fantastycznych pozach. Okna otwarte, parno. Pod sufit wzbijają się kłęby cygarowego dymu i dusząca woń pachnideł. Gwar, zamięszanie, chaos.
Amfitrjonem biesiady jest bogaty bankier, uczestnikami, „najdobrańsza“ młodzież stolicy, a bohaterką?...

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Siedzi ona na pierwszem miejscu, obstawiona piramidą kwiatów, butelek i kieliszków. — To Zonia, niegdy Chloe sielanki, a dziś... Ubrana jest w atłasową, bogato koronkami obszytą suknię, koloru płomiennéj purpury. Włosy fantastycznie w duży kok wczesane, przystraja wieniec bachantki, w ręku zamiast stokrotki... tkwi długi kieliszek pełen pienistego szampana. Oczy dawniéj chabrowe, dziś barwy ciemnego szafiru, sieją blask żywy.
— Dziwna historja téj kobiety, szepcze jakiś blady adept poezji; mówią o niéj, że porzuciła dom rodzicielski i narzeczonego i że matka ze