Strona:Walery Łoziński - Zaklęty Dwór.djvu/134

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Idźcie do domu i zabierajcie się spokojnie do waszych pensów, ja walę wprost do dyrektora, i załatwię wszystko jak najlepiej.
Towarzystwo rozeszło się w najlepszem usposobieniu, a nazajutrz dowiedział się cały Sambor, że Damazy Czorgut przyznał się do autorstwa potępianych wierszy, a nie dość na tem, po podpisaniu protokołu zbił w naddatku dyrektora i zniknął bez wieści.
Z ucieczką Katiliny upadło dalsze śledztwo. Tajemny związek pozostał w ukryciu, dopokąd się sam nie rozszedł, a Gracchus ocalał od niechybnej ekskluzji.
Jakie przygody i koleje losu przechodził tymczasem zbiegły Katilina, wiemy już z jego własnego opowiadania. Nie podobało mu się w zaciszu klasztornych murów, że trudno było wydołać pod surowym rygorem karności wojskowej. Uciekł z klasztoru, wywinął się z wojska, i wracając do kraju ujrzał się znowu na rozdrożu życia. Potrzeba było koniecznie jakąś nową obrać ścieżkę, obejrzeć się za nowym sposobem utrzymania, ale w tem doszła go przypadkowa wieść o nagłej, szczególnej zmianie losu swego dawnego kolegi przyjaciela.
Katilina nie namyślał się długo.
— Pójdę do niego — pomyślał sobie — niech mi wytknie jaki zawód.
I z kijem w ręku a lekkiem zawiniątkiem pod pachą przywędrował śród mnogich przygód po drodze do siedziby dawnego kolegi, a dzisiejszego milionowego pana.