Strona:Walerian Kalinka - Jenerał Dezydery Chłapowski.pdf/48

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


rozpaczy. I uchodziło to żołnierzom bezkarnie, tem bardziej, że sami jenerałowie francuscy w tych łupiestwach nie byli ostatni; i owszem, wielu z nich tak głośnej pod tym względem dorobiło się sławy, że chyba szwedzkich rabusiów z XVII wieku możnaby z nimi porównać. Kr. Hieronim, brat cesarski, bywał plagą okolicy, w której się bądź sam, bądź z wojskiem zakwaterował; a gdy się przed nim uskarżano, odpowiadał ze śmiechem: „to prawda, moi żołnierze to nie panienki!“ Słynnym był Vandamme ze swych rabunków; na samą wieść, że się przybliża, wynosili mieszkańcy wszystko, co mieli w swych domach kosztowniejszego. A jeżeli tak było w Księstwie, cóż to dopiero dziać się musiało na Litwie, którą żołnierze francuzcy poczytywali za kraj nieprzyjacielski. W samych początkach kampanii, napady band żołnierskich i grabieże doszły do takich rozmiarów, że we wszystkich powiatach uważano za konieczne tworzyć osobne komisye, mające za jedyny cel zasłaniać kraj od łupieztwa; liczono wówczas 30.000 rabujących maruderów, na których poskromienie musiano oddzielić część wojska. Im dalej, tem gorzej i tem trudniejsze było zaradzenie złemu; żołnierze, którzy zrazu rabowali z chciwości, później rabowali z potrzeby, z konieczności. Widziano i tolerowano takie rzeczy, które się nie zgadzały ani z honorem wojskowym, ani z uczuciem najprostszej uczciwości; tak np. w Moskwie żołnierze sprzedawali publicznie rzeczy wydarte przed kilkoma dniami spokojnym mieszkańcom. Kiedy armia powracała z Moskwy szły za każdym korpusem kupy maruderów nieraz od korpusów liczniejsze. Ilość wozów przepełnionych łupami, liczyła się na tysiące, a utrudniała wielce pochód armii; któż wypowie, ile krzywd ludzkich ciężyło na tych łupach i jakie niebłogosławieństwo Boże musiały one ściągnąć na ich sprawców… Rzecz prosta, że żołnierz, który rabuje, do posłuszeństwa jest nieskory, bije się niechętnie, pilno mu unieść co złupił; gotów odstąpić od szeregu, by niebezpieczeństwa uniknąć i przez to właśnie niebezpieczeństwu podpada i naraża się na zgubę. Setkami i tysiącami dostawali się do rąk nieprzyjaciela; chwytali ich kozacy, zabijali chłopi rosyjscy,