Strona:Walerian Kalinka - Jenerał Dezydery Chłapowski.pdf/40

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wydartego z rąk obcych. Już od Podgórza widzieć było można żołnierzy, prowadzących się pod rękę z mieszkańcami; witali się, ściskali, wykrzykiwali wesoło. Stanąwszy na rynku oświeconym rzęsiście jak cały Kraków, dowiedziałem się, że ks. Józef jest na balu, który miasto wyprawiło w dzień jego wejścia. Dałem mu znać, że przyjeżdżam od Cesarza. Przyszedł natychmiast, i musiałem mu ze dwie godziny opowiadać o bitwach pod Wagram i Znaim; a on znowu był łaskaw udzielić mi wiadomości o swych ostatnich marszach a także o wejściu do miasta. Arc. Ferdynand żądał był wprzódy rozejmu na 48 godzin, aby rannych i bagaże z Krakowa wyprowadzić. Książe przyzwolił, bo się obawiał, by miasto nie ucierpiało przy szturmie, i przez dwa dni pod murami się zatrzymał. Tymczasem, Arcyksiąże dał o tem znać Galicynowi, który z 30.000 wojska stał pod Tarnowem; wódz rosyjski przysłał forsownym marszem brygadę lekkiej jazdy i pułk kozaków. Było to wbrew układowi zawartemu z ks. Józefem, mocą którego wojsko polskie po lewym, rosyjskie zaś jako sprzymierzone z Cesarzem francuzkiem, po prawym brzegu Wisły operować miało, i właśnie w moc tego układu Polacy opuścili Lwów, który już byli poprzednio zajęli. Skoro więc Książe dowiedział się, że Rosyanie w taki sposób weszli do Krakowa, kazał swemu wojsku ruszyć do miasta, a sam na czele sztabu, wolnym krokiem postępował ku bramie Floryańskiej. W bramie ujrzał kozaków i zażądał, aby ustąpili. Dowódzca odmówił, bo miał rozkaz pozostania; Książe więc, dobywszy pałasza, puścił się galopem przez bramę, wśród kozaków, nasza piechota podwójnym krokiem za nim, a kozacy przycisnęli się do murów, jakby ich nie było. Podobnie i na rynku, pułk maryampolskich uzarów zachował się spokojnie, i gdy weszła armia polska, ustąpił.
Po dwóch godzinach rozmowy, Książe położył się spać, i ja także, za jego pozwoleniem, odpocząłem u niego przez kilka godzin na kanapie. Raniutko poszedłem do jenerała Dąbrowskiego, który miał kwaterę u pani Michałowskiej, z domu Wielopolskiej i tam zastałem jenerała Mielżyńskiego, który mi dał koszulę do przemiany, bo drugiej z sobą nie