Strona:Walerian Kalinka - Jenerał Dezydery Chłapowski.pdf/120

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


chciał; dwa przymioty napozór sprzeczne, a jednak doskonale się uzupełniają i dostrzedz ich można niemal we wszystkich znakomitszych wodzach. By korpus swój uczynić lotniejszym, wszystkich instruktorów i strzelców powsadzał na konie, i przemknąwszy się niespostrzeżony między gwardyami rosyjskiemi i armią Dybieza, wszedł do Litwy pod Mieniem, 21 maja. Świadek naoczny tej wyprawy, tak pierwsze jej dnie na ziemi litewskiej opowiada. Bohatyrski nasz żołnierz szedł ze zwykłą sobie, niedbałą na nic uwagą, większa część oficerów nie mierzyła swego poświęcenia żadną rachubą; ale znaleźli się i tacy, co nie wierząc w całą sprawę, bardziej niż kiedykolwiek widzieli powód do utyskiwania nad sobą; szczupłość sił nareszcie w nikim nie mogła wzbudzić otuchy. Wszystkich oczy zwracały się na Jenerała, który wziął na siebie ster hazardownego przedsięwzięcia. W nim była teraz cała nadzieja; on też potrafił pozyskać ufność, a miał do tego wiele rzeczywistych przymiotów. Czynny i przezorny wódz, dawny i surowy żołnierz, wprawną ręką objął nową władzę, zaprowadził porządek; z siebie dawał przykład czujności i wytrwania: ostatni szukał spoczynku, pierwszy prawie opuszczał twarde posłanie ze słomy; w niebezpieczniejszych razach widziano go u każdej placówki, u każdej widety. Przechodząc tuż po za ustępującym nieprzyjacielem, niełatwo było o żywność i o pewną drogę; on jeden troszczył się o to, wyprawiał furażerów, zbierał wiadomości, wybadywał miejscowych, obmyślał kierunek każdodziennych marszów; nie radził się nikogo, dawał tylko rozkazy; chciał, aby wszystko było narzędziem posłusznem jego woli; trzymał podwładnych w ostrym rygorze. Uśmiechała mu się zrazu fortuna, stał się duszą, bożyszczem swego korpusu; władał nim absolutnie[1].

Tego samego dnia, kiedy przekroczył granicę, doniesiono mu, że w Bielsku stoi tysiąc żołnierzy, rekonwalescentów, z różnych pułków piechoty, którzy złączeni w batalion marszowy, dniówkę tam odbywają. Deszcz padał ulewny,

  1. Wrotnowski. Pamiętniki o powstaniu Litwy. Paryż, 1833.