Strona:Walerian Kalinka - Jenerał Dezydery Chłapowski.pdf/107

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


spostrzegł później, że to niepodobna, że się pomylił, to też upoważnił rząd do mianowania wodza; ale już było zapóźno; już następstwa fałszywej zasady nie dały się naprawić, tem bardziej, że rząd choć wodza zamianował, odwołać go nie mógł. Następstwa zaś były takie, że wódz naczelny, Skrzynecki, czując się niezawisłym od rządu, gdy i Sejm nad nim nie mógł wywierać kontroli, był w rzeczywistości od nikogo niezawisłym. Ta niezawisłość przechodziła jego siły. Czuł on, że w położeniu, jakie mu utworzono, losy narodu nie w Sejmie, ani w rządzie, ale w jego złożone były ręku. Kiedy go nakłaniano do wydania bitwy, odpowiadał: „Bitwę wydać łatwo, ale któż mi zaręczy wygraną? Jak stracę te 60,000, które mam, zkąd naród weźmie drugą armią?“ Straszna odpowiedzialność gniotła jego zacną duszę, i on, co tyle razy życie swoje po bohatyrsku narażał, armii narazić nie śmiał, mając to ciągle na myśli, że dopóki jest wodzem, on, a nie kto inny, za los armii, za los narodu odpowiada. Prezes rządu dokładnie o wszystkiem zawiadomiony, przedstawiał mu konieczność wydania bitwy, naglił, prosił, ale napróżno; Skrzynecki albo zbywał go milczeniem, albo niewłaściwemi odpowiadał żartami. „Winszuję Księciu, pisał on, że z polityka i dyplomaty stałeś się wojskowym i strategikiem i starego żołnierza sztuki wojskowej uczyć zamierzyłeś.“ Sądził on, że powinnością jego było nic nie ryzykować, dochować armią w całości aż do zimy, dać czas mocarstwom życzliwym do wdania się za nami. I kiedy ks. Czartoryski, do którego sprawy zagraniczne należały, układał listy i memoryały do wodza naczelnego, aby go wyrwać z nieczynności, Skrzynecki wysyłał agentów do Paryża, korespondował z Sebastianim, ministrem spraw zagranicznych francuskim, szukając u niego, a nie u swego rządu, do działania wskazówek. Takieto potworne niekonsekwencye płodziła zasada postawiona przez Sejm! Gdyby wódz naczelny, będąc zależnym od rządu, mógł był i własne sumienie uspokoić i przed narodem zasłonić się rozkazem odebranym z góry, byłby niezawodnie śmielszym w działaniu i niejednę klęskę byłby zadał nieprzyjacielowi. Opowiada Chłapowski, że gdy mu Skrzynecki zro-