Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Wrażenia z Anglji.pdf/64

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

Dostrzegamy w górze samolot, z którego sypią się na miasto obłoczki, przez nikogo zresztą nieczytanych, ulotek.
— Czy to też komuniści? — pytam.
— Nie, to socjal-demokraci!
W Moabicie miało się wrażenie, że te tylko dwie partje walczą ze sobą. Innych nie było widać. Wśród kilku spotykanych samochodów agitacyjnych, pełnych młodych ludzi i dziewcząt z chorągwiami, zaledwie jeden miał barwy centrowe biało-żółto-czerwone. Nawet hitlerowców było mało: na jednym wozie jechali triumfalnie, ryczeli i wygrażali pięściami na wszystkie strony, a drugi stał otoczony przez policję, na wpół opróżniony z manifestantów, których przesadzano gwałtownie do automobilów policyjnych. Widziałem też sporo aresztowanych komunistów, chociaż wogóle porządek nie był nigdzie poważnie naruszony. Ogromna ilość rozrzuconej po całym mieście policji, wszystko trzymała w żelaznych karbach. Za każdym wozem agitacyjnym podążał wóz policyjny z ukrytemi w siedzeniach karabinami maszynowemi. Przed każdym lokalem wyborczym posterunek policyjny nie pozwalał nikomu agitować, zatrzymywać się na dłużej, nawet rozdawać ulotek. Ponieważ takich punktów wyborczych było bardzo dużo,