Późnym wieczorem zwabiły nas do okien dźwięki trąb i straszliwe wrzaski: Hitler!... Hitler!... Hoch!... Środkiem ulicy w wielkim ciężarowym automobilu przejeżdżała gromada ludzi, machając pochodniami i białemi sztandarami z czarną swastyką... Na przedzie orkiestra dęła usilnie w wielkie, mosiężne trąby i waliła w bębny... Przechodnie na trotuarach zatrzymywali się na chwilę, patrzyli w stronę samochodu, poczem spokojnie szli dalej. Za samochodem biegły tłumy chłopaków i chwytały rozrzucane ulotki.
Nazajutrz wstałem wcześnie i zaraz otworzyłem okno. W nocy spadł deszcz, bruk był wilgotny, a nad dachami ciężkich, ciemnych domów płynęły szare chmury. Powietrze wypełnione były zgniłym zapachem i przytłumionym gwarem wielkiego miasta. Daremnie nadstawiałem uszu: nie usłyszałem, ani nie zobaczyłem nic szczególnego.
— To pewnie tutaj tylko, bo tu dzielnica zamożna... spokojna... Zupełnie co innego będzie w Moabicie, gdzie mieszkają robotnicy, albo na przedmieściu Stieglitz, gdzie panują hitlerowcy!... — tłomaczono nam
Pojechaliśmy więc otwartym samochodem do Moabitu.
Strona:Wacław Sieroszewski - Wrażenia z Anglji.pdf/61
Wygląd
Ta strona została skorygowana.