— Faraony... Wyzyskiwacze... Obedrzyjcie ze skóry i dobrze całą tę nikczemną kobyłkę!... Pokażcie im, gdzie pieprz rośnie!... Nauczcie rozumu obmierzłych żyganów... Nasypcie im węgli w spodnie!... Idźcie, dźcie, głupie obdartusy, bogaćcie ich własną pracą... Zbierajcie własną krwawicą „kapitały“!... Gotujcie nożyczki do obcinania zarobionych kuponów u wystrzępionych spodni! Ale ja nie pójdę z wami... Niema głupich... Chodziłem ja dość!... Nie sprzedam wolnej mej woli i ochrzczonej duszy za spleśniałego suchara!... — krzyczał Indor, wymachując rękami za odchodzącemi towarzyszami. — Co innego za kieliszek wódki... Prawda, panowie szlachta?!
Mrugnął filuternie na przechodzących mimo Karskiego i Leona, czapę futrzaną głęboko na uszy nasadził i nawrócił w stronę poblizkiego szynku.
— Co ci przyszło do głowy wtrącać się?... I wcale nie miałeś racji!... — wyrzucał Karski przyjacielowi.
— Jak to nie miałem racji? — oburzył się ten i przytoczył cały szereg niezmiernie logicznie zbudowanych dowodów.
— Nie znasz tych ludzi i nie liczysz się z niczym... To zupełnie inne środowisko! — przerwał mu niecierpliwie Karski.
— Nie potrzebuję ich znać... Albo mam rację w zasadzie, albo nie mam racji!... Wartość rozumowania leży w sprawiedliwości jego głównej przesłanki, a nią jest wyzysk pracy przez kapitał!
— Doktryner! — syknął Karski.
— Oportunista... Zawsześ był skłonny do ustępstw!...
Strona:Wacław Sieroszewski - Nowele (1914).djvu/38
Wygląd
Ta strona została skorygowana.