gdakano. Ktoś udawał płaczące niemowlę, inny — piejącego koguta...
Scena nabierała burzliwo-żartobliwego charakteru. Ten tłum rozswawolonych włóczęgów gotów był lada chwila pochwycić na ręce i strażnika i grubego Damjana i zacząć podrzucać niemi, jak piłkami. Policjant cofał się przezornie. Karski silił się, aby uprowadzić Leona. Nagle w ten rozgardjasz wpadł Bryłkin z butelką w ręku, powiódł przekrwionemi oczami po zebranych i obwieścił poważnie, że funduje wszystkim z dobrej, nieprzymuszonej woli... wiadro spirytusu.
— Oto pieniądze! Ale musicie zaraz wyruszać... Wypijemy je na wyspie... Starosta niech biegnie do szynku, a wy... do wioseł!... Kogoście na starostę wybrali?... Obucha pewnie?
— Nie. Ja nim jestem! — odrzekł ciemny i posępny mężczyzna, wysuwając się na czoło.
— Aha!... Majdaniarz![1] Bardzo dobrze... Masz w tym wprawę!... — żartował kupiec. Wręczył mu pieniądze i wyszedł z szopy, a robotnicy za nim. Damjan biegł obok, gotów nieledwie „polizać dobroczyńcę“... w łokieć.
— Aby tylko ruszyć... aby krok... Oj, grzechy, grzechy!... — mruczał idący na ostatku Koźma.
- ↑ Majdan — prawo wyłącznego handlu chlebem, herbatą, cukrem, wódką, tytuniem, kartami, nabywane w sybirskich więzieniach za pewną opłatą od aresztantów przez jednego z nich, zwanego stąd „majdaniarzem“ (majdanszczyk). Majdaniarz pobiera również pewien procent z wygranej od graczów więziennych.