Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Nowele (1914).djvu/36

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

w waszej będzie mocy... Czy mógłbym, nawet gdybym chciał, nie dotrzymać wam słowa... Nie na wiatr daję obietnicę, lecz aby ją spełnić!... Nie pierwszy i nie ostatni rok tutaj się znajduję, nie z wiatru jestem, a z nad rzeki!... Zgódźcie się — przekładał Damjan.
— Zresztą dla pewności i ja mogę z wami do pierwszej wyspy pojechać! — wstawił politycznie strażnik.
Ale obecni pominęli propozycję rządową milczeniem; nawet Damjanowi widocznie nie przypadła ona do smaku. Natomiast zwrócił się gorąco o poparcie do Karskiego i Leona. Źle jednak trafił, gdyż Leon bardzo poważnie mu odpowiedział.
— Nie, nie mogę was podtrzymać!... Oni mają rację. Bo że w Europie robotnicy kredytują swym trudem pracodawców, to nie widzę w tym nic dobrego i nie wiem, dla czegoby robotnicy mieli i tutaj ten zgubny zwyczaj wprowadzać, skoro istnieje już dla nich dogodniejszy...
— A widzicie, chłopcy!... Chodźcie więc użyć kredytu gdzieindziej!... A może i pan z nami pójdzie, dobre paniątko!... — zapraszał Leona Indor.
Wśród robotników wszczął się gwar i ruch; niektórzy sunęli do wyjścia, ale tam stał Damjan z rozpostartemi rękami i krzyczał: — Oddajcie zadatek!... Panie strażniku, nie puszczaj ich pan!...
— Ho! ho!... A jakże!... Dawaj obutki! Tyś zerwał umowę, a nie my!... — krzyczeli robotnicy, napierając coraz tłumniej. W tyle gwizdano, miauczano,