Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Nowele (1914).djvu/35

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

nie zostanie!... Wniknijcie i w moje położenie! — dowodził pojednawczo Damjan.
— A co, bracia! Niechby dał na wyspie! Na to się można zgodzić!... Niech da wszystko na wyspie, a teraz... po dziesiątce na głowę, albo po półkwaterku i w drogę!... Co, hę?! — krzyknął piskliwie wysoki, szary i wyblakły, z długą szyją i wystającą grdyką robotnik.
— Niech da po piętnaście kopiejek! — podpowiedział stojący obok niego równie szary i pomięty oryl.
— Szpanka! Żygany! Podła kobyłka!...[1] Wybyście i Chrystusa za grosz sprzedali, bo srebrnik to wam już za dużo!... — splunął w ich stronę Indor. — Wierzcie mu, słodko-głosemu słowikowi! — zwrócił się w głąb szopy. — Wywiedzie was na wyspę bezludną, jak Mojżesz na puszczę, i będziecie musieli tańczyć, jak zagwiżdże. Nie znacie żółtobrzuchych czełdonów?...[2]. Przed robotą łydki lizać wam gotowi, a po skończonej potrzebie w odmętach rzecznych was dla zdeptanych onucz utopią... Słyszana rzecz, żeby kto od nich z pieniędzmi odszedł? Nawet ten, co z pieniędzmi przyjdzie, goły odejdzie!...

— Oj, ludzie! Nie słuchajcie go, pustomieli — bałałajkina! Toć przecie tam na rzece cała łódź

  1. Pogardliwe przezwiska, dawane w więzieniach sybirskich drobnym złodziejom, oszustom, graczom, całej czerni zbrodniczej, za której arystokrację uważani są włóczędzy, mordercy, rozbójnicy, przemytnicy spirytusu i fałszerze pieniędzy.
  2. Przezwisko, dawane przez włóczęgów i osiedleńców chłopom sybirskim.