worek każę z nich uszyć na pieniądze... Skąd ty możesz wiedzieć, gębo opasła, czego moja wolna dusza pragnie? A nie chcesz dać, coś obiecał, to pocałuj psa w nos, powiedz otwarcie i zostań z Bogiem!... Matkę własną do łodzi wprząż, Koźmę wprząż... Dołącz do tego przyszłe swoje potomstwo. Gurana wprząż i hajda!...
— Ty sobie gęby mną nie wycieraj! — obruszył się nagle ubrany dostatnio na uboczu stojący chłop sybirski.
— A bo to nie mam czym? Wielorybowi-by na serwetę starczyło! — rozśmiał się Indor, spoglądając szyderczo na tęgą, mięsistą figurę Gurana.
— Co wieloryb!... Sam wąż morski miałby dosyć!... — przywtórzyli mu wesoło słuchacze.
— Otrząśnijcie, bracia, proch z nóg waszych i chodźcie za mną!... Już oni nam nic nie dadzą! Już ja to widzę. Rusz się, Obuchu!... — zwrócił się do siedzącego na stole słusznego blondyna o rysach regularnych i niebieskich oczach. Ten potoczył rozśmianym wzrokiem po obecnych, lecz nie kwapił się do wyjścia.
— Nie słuchajcie go, chłopcy!... Miejcie rozum. Czy to pierwszy raz pływacie?... Są tu przecie tacy, co już ze mną chadzali... Naprzykład... Spirydjon, albo ty, Wiarusie... poświadczcie!... Dam wszystko, co obiecałem, jak Boga kocham, ale na pierwszej dopiero wyspie!... Tutaj nic dać nie mogę. Już i tak, przepiliście połowę zarobku. Gdy przepijecie wszystko, gdzie was wtedy będę szukał? Stracicie wszelką do roboty ochotę, jak nic już do odebrania za nią wam
Strona:Wacław Sieroszewski - Nowele (1914).djvu/34
Wygląd
Ta strona została skorygowana.