— Zbliżcie się, panowie, zbliżcie; spójrzcie i wydrukujcie w gazetach, jak to krzywdzą nas, biednych i bezbronnych ludzi! — zwrócił się patetycznie do Karskiego i Leona obdarty włóczęga, stojący na czele gromady. Był to chłop krępy, zwięzły, z twarzą czerwoną, z buremi, wesołemi oczami i dużym, sino-żyłkowanym nosem. Nad nizkim ale wypukłym czołem wichrzyła mu się strzecha rudych, gęstych włosów.
— Ta oto pijawka, wyżymaczka bezlitosna, wyzyskiwacz, żyd w kształcie człowieka, obiecał nam dwie pary brodni i cztery pary onuczy na drogę, a jak przyszło co do czego, to daje jeno parę obutek i połowę szmat... Nie, nic z tego, kozia twoja mać, istnieją przecie prawa i w naszym państwie...
Rzucił na zakończenie brzydkim, czteropiętrowym tak dziwacznym przekleństwem, że aż szopa zadrżała od śmiechu robotników.
— A nieprawda!... A łżesz!... Dam wszystko, nie odmawiam, ale... w połowie drogi, w Olokmie, bo teraz przepijecie... Boso potym nie będziecie chcieli iść... Znam was... Ty pierwszy na piasku się położysz, burzycielu, Indorze przeklęty!... W złą godzinę spotkałem się z tobą. O dolo moja! Żebyś skisł, żebyś spłonął od gorzały, wstrętny opoju!... — złościł się Damjan.
— Bez twego wołania przyszedłbym bronić braci moich... — zimno odpowiadał Indor. — Dawaj obutki, niema co!... A co zechcemy z niemi uczynić, to nasza rzecz: może dziewczynie swojej zechcę podarować, żeby sobie z cholewy uszyła... futerał, a może
Strona:Wacław Sieroszewski - Nowele (1914).djvu/33
Wygląd
Ta strona została skorygowana.