Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Nowele (1914).djvu/245

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

nie?!... Co? Sam wasz główny król bogatyr ją przehandlował!...
— Tak, tak!... Chwalicie się oszustwem, a nam od złodziejów wymyślacie!
— Bo jesteście!... Gadajcie zaraz, gdzieście podzieli krowę?...
— Wczoraj chodziła, widziałem, a dziś to pewnie leży!...
— Jeszcze się prześmiewasz, nicponiu, zaraz się stąd wynoście!... — krzyknął nagle krępy chłop, stojący na przedzie z grubym kołem w ręku, widocznie do żywego docięty. Chciał przeskoczyć próg, ale Mostowski wstrzymał go ręką.
— Po skończonej robocie pójdą, teraz nie ruszą się stąd. Jeżeli macie co przeciwko nim, poskarżcie się wójtowi!...
— A jakże!... Bóg go wie, kiedy przyjedzie!... A tymczasem z krowy nawet gnatów nie zostanie!
— Co im wójt zrobi!... Oni mają swoją władzę, takich samych złodziei, jak sami!
— Powiesićby ich za nogi pod powałą, zarazby się przyznali i miejsce wskazali!...
— A jakże, wieszajcie siebie... za portki!
— To niech pan im każe, żeby zaraz powiedzieli, jeżeli pan ich chce bronić!... My ich nie wypuścimy stąd żywcem...
Z trudem wielkim udało się Mostowskiemu uspokoić wzburzenie i namówić chłopów, aby rozeszli się i odłożyli całą sprawę do przyjazdu wójta. Pomogła mu w tym dzielnie wójtowa, „stary głuchy puszczyk“ oraz Zdrowy Rozsądek, którzy zjawili