— Pójdziemy lepiej na podwieczorek!... Już czas!... — zawołał i skoczył pośpiesznie ku drzwiom.
Na ganeczku stał spokojnie Zdrowy Rozsądek i palił papierosa; wójt z pewnym zdziwieniem toczył wzrokiem po pustym podwórzu i zamkniętych oknach swego domu.
Cieśle jakuccy istotnie okazali się mistrzami w swym zawodzie. Małe, ostre ich siekiery poruszały się w ich rękach z taką zręcznością, iż wydawały się jeno przedłużeniem ich żylastych ramion. Z równą łatwością przerąbywali oni niemi niezmiernie grube kłody, jak ciosali cieniuchne wióreczki. Mostowski był zachwycony i zaraz przystąpił do konstruowania modelu, aby następnie według otrzymanych w ten sposób wymiarów zbudować już wielkie koło. Od wczesnego ranka wrzała robota we młynie, stukały narzędzia i dźwięczały przyśpiewki jakuckie.
Obaj Jakuci okazali się wesołemi chłopcami. Z wązkich szparek powiekowych świeciły im bystre czarne oczki, a szerokie policzki co chwila poszerzały się jeszcze od młodego śmiechu. Wójt lubił przesiadywać w szopie i przyglądać się postępom roboty, żartować z Jakutami, oraz dyskutować ze Zdrowym Rozsądkiem. Pogoda była piękna, sucha, zimna, słoneczna; przez otwarte drzwi szopy widać było dalekie pola, łąki ze stadami pasącego się na nich bydła i rzekę, połyskującą w zmiennych blaskach dnia.
Na nieszczęście przyszło jakieś wezwanie do miasta i wójt musiał wyjechać. Z wyjazdem wójta znikł z szopy i Zdrowy Rozsądek. Mostowski zu-
Strona:Wacław Sieroszewski - Nowele (1914).djvu/242
Wygląd
Ta strona została skorygowana.