Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Nowele (1914).djvu/239

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

wiadoma! Już ja i popa wołałem, modliliśmy się uroczyście wsią całą, kropili wszystkie kąty wodą święconą; potym szaman przychodził, w bęben noc całą żarliwie kołatał, zjadł pół krowy i nic!...
— Potrzebuję twojej pomocy, Wołgin!
— Bardzo chętnie! Służę ci!... Jestem pewny, że wypłoszymy tego biesa, skoroś się do tego wziął... Ode mnie też wszelkie złe ucieka — zwrócił się Wołgin do wójta. — Ale muszę go kropić nie wodą święconą, ale „wodą życia“... Pan wie, „l’eau de vie“... — dodał po francusku i mrugnął znacząco okiem. Wójt rozśmiał się.
— To już chyba po obiedzie, bo dla wszystkich nadchodzi... gieneralski czas!...
Spojrzał na słońce i sam pierwszy poszedł ku domowi.
Obiad podano w świetlicy. Pośrodku nakrytego czystym obrusem stołu postawiono półmisek kartofli, a przed każdym z biesiadników po kawale dymiącego się mięsa na talerzach. Usługiwała im znowu sama wójtowa, ubrana odświętnie, jak wczoraj, i ze spuszczonemi jak wczoraj oczyma.
Zauważył jednak Mostowski w jej uszach większe i ozdobniejsze jeszcze niż wczoraj kolczyki, a na piersiach wspaniałą broszę z ogromnym zielonym szkłem. W kącikach ściśniętych ust taił się stłumiony uśmieszek. Zdrowy Rozsądek słał jej mordercze, porozumiewawcze spojrzenia, rozumie się, poza plecami częstującego gości wódką wójta.