Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Nowele (1914).djvu/238

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

badał uważnie tryby, osie, żarna i koła. Wszystko było we wzorowym porządku, a gdy poszedł na deptak i pchnął go ponownie, powtórzyło się to samo.
I tak kilkakroć.
Niewidzialne licho zaczynało go intrygować. Zrozumiał nareszcie, że musi ono tkwić gdzieś w samym biegu kół, które, zwolnione od nacisku, wracają natychmiast do właściwego położenia i utrudniają mu wykrycie błędu. Był mu niezbędny do pomocy Zdrowy Rozsądek. Udał się na jego poszukiwanie, lecz go nigdzie nie znalazł. Wreszcie zajrzał nieśmiało do kuchni i dowiedział się od służącej, że „tajony“ poszły w pole, a pani siedzi u siebie w pokoju. — Wyszedł za wrota i dostrzegł w pewnym oddaleniu na żółtawym tle rżyska ciemne postacie gospodarza i Zdrowego Rozsądku, rozmawiających z wielkim ożywieniem.
— Wyobraź sobie — zwrócił się ku niemu Wołgin, gdy zbliżył się ku nim, — że Piotr Inokientjewicz cuda mi opowiada o kamieniu „siurik“, który wywołuje wiatr i dobrze jest znany Jakutom... Poszło stąd, że ja zapytałem go, dla czego tu nie budują wiatraków. — Otóż okazuje się, że w zimie, kiedy młyny są najpotrzebniejsze, gdyż ziarno na mrozie miele się najlepiej, tu wcale niema wiatrów.
— A panu, jakże się powiodło? — spytał wójt z trochę niepewnym uśmiechem.
— Dotychczas nic nie wiem! Co za licho: wszystko jak należy, a zacina się!...
— Właśnie wszystko jak należy, a przyczyna nie-