ustannie ogólną nostalgję... Do pragnienia kraju do potrzeby rodzimego towarzystwa, rodzimego trybu życia przyłączyło się spotężniałe pragnienie słodkiej, kobiecej pieszczoty, której wcale w życiu nie zaznał, pragnienie, zwiększone poczuciem, że gdy minie jeszcze lat kilka, to już jej nigdy nie pozna. — Miał lat 38 i włos mu się srebrzyć poczynał. Musiał wracać, aby jeszcze spodziewać się i szukać... Inaczej... inaczej.... Przypomniał sobie żałobną idyllę Grzegorzewskiego i Jundziłła, ich opowieści o życiu, pracowitym, skromnym, cnotliwym, ale takim nieskończenie szarym, smutnym, bezradosnym, gdzie dnie za dniami opadały z cichym stłumionym westchnieniem, niby zawiędłe liście jesienne...
Nie, on musi, on musi dla wielu, wielu przyczyn wydostać się stąd na szeroki świat z jego nieskończenie wielką rozmaitością i niewyczerpalnemi możliwościami... Tam może znajdzie ukojenie dla swej boleśnie wielekroć zranionej duszy!...
W nagłym, rzadko nawiedzającym go wizjonerstwie, oglądał jak obcy, przerażony widz zawieruchę mknących przed nim wstrząsających, pełnych grozy scen przeszłości, których sam był aktorem...
I niemęskie, żałosne łzy ścisnęły mu gardło.
Niezmiernym wysiłkiem woli wstrzymał je, zmógł się z sobą i skupionym wzrokiem spojrzał w zamgloną głąb szopy młynarskiej. Chwilkę wydało mu się, że siedzi w zupełnie nieznanym mu miejscu, nad brzegiem ciemnej przepaści, na której żałobnych wiszarach tajemnicze, krwawe znaki piszą strzałki zachodzącego słońca... Zwolna wszakże rozróżnił
Strona:Wacław Sieroszewski - Nowele (1914).djvu/236
Wygląd
Ta strona została skorygowana.