Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Nowele (1914).djvu/143

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

brzegu wielką płaszczyznę lśniącej wody. Przypuszczam, że jest to jezioro Peng-nan-hu, ale nie mam się kogo zapytać, gdyż o tej rannej godzinie nikogo niema na pokładzie, prócz żółtolicego posługacza, czyszczącego mosiężne okucia drzwi. Nadaremnie próbuję się z nim porozumieć; nawet kilka zdobytych już przeze mnie wyrazów „pigginu“ nie przenikają do jego świadomości; na wszystkie pytania uśmiecha się szeroko i kiwa wesoło głową.
Brzegi niezmiernie malownicze, zwężona rzeka mknie wśród skał, pojękując zcicha. Wysoko, o 100 stóp nad jej poziomem widać znowu fortecę na wystającym cyplu...
A dalej istny cud: na ciemnym monolicie sterczącej z pośród rzeki opoki śliczny ponsowy klasztor, koralowa rzeźba, cudownie wprawiona nad otchłaniami w granity. Prowadzą do niego wązkie, wykute w kamieniu schody, których ostatnie stopnie już pluszczą się w mrocznych wirach. Obok schodów zwisa wbite w skałę kółko do przywiązywania łodzi. Z obu stron opodal brzegi śmieją się rozkosznie, połyskują wyzłocone słońcem urwiska, ścielą się szmaragdowe chylizny i doliny, kędzierzawią lasy, widać rozmaity, rozległy świat... A jeszcze dalej wygląda z poza łona obłej góry wielkie, gwarne, bogate miasto.
Ale od wszystkiego oddzielają pustelnię i strzegą ją — czarne przepaściste odmęty, mknące w spienionych potwornych skrętach... Jeno wiatr dolata od ziemi, gwiżdże w purpurowych krużgankach i kołysze drzewiny, tulące się w rozpadlinach głazów... To