Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Nowele (1914).djvu/135

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

drami w ręku ścigali te dymki z wesołym śmiechem... Oficerowie japońscy, z wyjątkiem jednego, odeszli na tył parowca, który już znowu dygotał od uderzeń śruby, walczącej z prądem Jang-tse.
Wracając do siebie, słyszałem w łazience okrętowej huczne śmiechy kąpiących się Japończyków. Konsul pił w jadalni piwo, a „wesołe damy“, schwytawszy mię w przejściu, wyrzucały mi płaczliwym głosem:
— To my, panie, omało nie zginęły, a pan nam nic nie powiedział... Nawet konsul nic nam nie pomagał... My omało nie oszalały!...
Do Nankinu przybyliśmy późno w nocy; o zwiedzaniu miasta mowy więc być nie mogło.

25-go listopada, 8 godzina rano.

Opuściliśmy przystań wcześnie, aby odzyskać stracony przez wczorajszą przygodę czas i przybyć do Hańkou w terminie. Japończycy nie lubią się spóźniać. Towarzystwa żeglugi, wspomagane przez rząd, obowiązane są ściśle notować czas przybycia i okres pobytu swego na każdej przystani. Z powodu najmniejszego opóźnienia muszą tłumaczyć się ministrowi komunikacji w specjalnym raporcie i, o ile ten powodów nie uwzględni, płacą karę. Widocznie pożar tych rozmiarów, który nam się zdarzył, nie był dostatecznym powodem. Śruba „Talee Maru“ pracuje ze szczególną energją. Nankin uchodzi, tonie w porannej, różowej mgle. Koło przystani nankińskiej widzę jedynie domy europejskie i garść lepianek rybackich, ubogich straganów,