Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Nowele (1914).djvu/126

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

— Więc cóż?...
— Ach, pan nie ma pojęcia, co ci Niemcy tu wyrabiają!... Wszędzie włażą, do wszystkiego się wtrącają... Skupują na gwałt za wszelką cenę od Belgijczyków w okolicach fabryki, sami zakładają przedsiębiorstwa zupełnie głupie, nie licząc się z wydatkami... Oszukują, kręcą, wyzyskują... A jak tylko najmniejszy jakiś zatarg, nieporozumienie — zaraz gwałt... konflikt międzynarodowy i żądają kompensaty, żądają pieniędzy!... Albo my wiemy: może ten konsul umyślnie robi te historje!... Z tego może wyniknąć gruba sprawa, gruba... odpowiedzialność!...
— W takim razie należy się spodziewać, że on kiedykolwiek przyjdzie goły do stołu!...
— No, co to, to nie! Wtedy moglibyśmy go potraktować, jako osobę niespełna rozumu! — uśmiechnął się Japończyk. — Lecz obecnie niby nic jeszcze nie zrobił! Czyby pan nie zechciał od siebie zwrócić uwagę tym paniom?... Napewnoby pana usłuchały... Wszak one są rodaczkami pana.
— Mojemi rodaczkami?
— No tak!... To Polki z Odessy!...
— Polki z Odessy? Mogę pana upewnić, że wcale nie są do nich podobne!
— A jednak tak powiedziały kapitanowi okrętu.
— Dobrze — ja to wyjaśnię, ale od stołu ich nie będę wypraszał. Pan rozumie, że to nie moja rzecz! —
— Zapewne. Skoro w dodatku pan mówi, że to nie są pana rodaczki!
— Przypuszczam, że to są żydówki... A czy są