Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Nowele (1914).djvu/125

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

za stołem i pozwolił w ten sposób usiąść bliżej nich konsulowi. Rozumie się, że zgodziłem się natychmiast i konsul skorzystał ze zmiany miejsc w ten sposób, że ulokował się... między damami. W czasie obiadu częstował swe przyjaciółki do tego stopnia obficie rozmaitemi trunkami, że obie poczerwieniały jak piwonje i nie przestawały śmiać się nawet, gdy nie było powodu. Gdy zaś podczas deseru wesoły konsul zaczął upuszczać na kolana ich naprzemian to jabłko, to serwetę, to nożyk deserowy i zabierać je stamtąd wraz z... przyległościami pełną garścią, śmiech zamienił się w histeryczny pisk... Japończycy nie przestawali rozmawiać ze sobą, udając, że nie spostrzegają zachowania się „wesołego towarzystwa“; ale po znieruchomiałych ich twarzach zaczęły przelatywać jakieś kocie błyski. Na szczęście obiad się skończył. Podano likiery i „damy“ wyszły. Osowiały nagle konsul jął się kiwać na tylnych nogach krzesełka, jak na biegunowym fotelu, i dłubać w zębach. Japończycy podnieśli się i zostawili go samego z bukietami rozwianych chryzantem i resztkami obiadu.
— Co pan radzi nam zrobić w tym przypadku? Zaszła omyłka: myśmy nie wiedzieli, kto są te panie... Sprzedano im bilety przez nieświadomość!! — mówił pan T.
— Ha, nie pozostaje nic innego, jak posyłać im śniadania i obiady do kajuty.
Japończyk zamyślił się.
— Widzi pan: z niemi nie robilibyśmy sobie ceremonji, ale... ten konsul... on się może obrazić!