— Miałem w Szwajcarii kolegów Polaków i bardzo miłe pozostało mi po nich wspomnienie.
Część naszej rozmowy tłumaczy swym rodakom, którzy po angielsku nie umieli. Zamieniamy bilety wizytowe, co jest bardzo dobrym obyczajem, wobec trudnej dla obu stron wymowy nazwisk. Proszę o pozwolenie zwiedzenia statku. Kapitan zgadza się, a pan T. uprzejmie proponuje, że sam mię oprowadzi.
Statek ma trzy piętra.
Na górnym piętrze klasa pierwsza, gdzie mieścimy się my; środkowe piętro zajmuje druga klasa, przeznaczona wyłącznie dla Chińczyków, wreszcie dół, gdzie znajduje się klasa trzecia i mieszkania służby okrętowej. Wszędzie dość czysto, o ile czysto można utrzymać lokal, zajęty przez Chińczyków. W klasie trzeciej leżą oni gęsto pokotem na pryczach, paląc opjum, śpiąc lub czytając. W kajutach drugiej klasy widziałem kobiety i dzieci; robiły tualetę, nie zwracając uwagi na nasze przybycie.
— Mamy 500 podróżnych. Trochę ciasno!... — zauważył towarzyszący nam oficer.
Od „chińskiego“, trącącego czosnkiem zaduchu i mdłego zapachu opjum, jakim przesycona jest cała „chińska“ część parowca, zaczyna mi się w głowie kręcić.
Z przyjemnością wychodzę na pokład górny.
Na chwilę wyjrzało słońce i rzeka zagrała śniadym połyskiem. Pomimo swego ogromu wydaje się ludną. Moc łodzi czernieje tu i tam. Bielą się żagle. Suną, dymiąc, parowce. Gdy zbliżamy się do lądu,
Strona:Wacław Sieroszewski - Nowele (1914).djvu/120
Wygląd
Ta strona została skorygowana.