Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Nowele (1914).djvu/119

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

Dzwonią na śniadanie.
W przestronnej, czyściuchnej, ale skromnej jadalni już zebrali się pasażerowie pierwszej klasy: jakieś dwie damy mocno wystrojone i mocno... podejrzane, rudy ordynarny drab — konsul niemiecki, zdaje się, z Kiu-kianiu i kilku Japończyków w ciemnych, narodowych strojach. Naczelne miejsce zajmuje kapitan statku, po prawej jego ręce siadają damy, dalej ja i konsul. Naprzeciw rozmieszczają się Japończycy: pasażerowie i oficerowie załogi. Na zastawionym po angielsku stole wazy z ślicznemi chryzantemami; przed każdym z nas na obrusie leży również cudny kwiatek. Rozmowa toczy się po angielsku, ale dość kuleje, gdyż, z wyjątkiem kapitana oraz jednego z Japończyków pana T. — dyrektora „Zjednoczonych Towarzystw żeglugi po Jang-tse“ — wszyscy mówili po angielsku źle i z trudnością. Konsul rychło wszczyna głośno wesołą gawędę z damami po niemiecku, Japończycy gwarzą między sobą po japońsku. Jedynie kapitan pozostaje na stanowisku uprzejmego gospodarza i sili się utrzymać nić ogólnej rozmowy.
Podają deser, wreszcie czarną kawę, likiery...
Panie odchodzą, a za niemi wymyka się konsul.
— Niektórzy wolą... piwo! — uśmiecha się do mnie dyrektor „Zjednoczonej żeglugi“.
— O tak!... Ten pan dał tego dostateczne, zdaje się, dowody!

Japończyk ostrożnie bada mię, kto jestem i w jakim podróżuję celu. Dowiedziawszy się, że jestem Polakiem, staje się cokolwiek serdeczniejszym.