Ta strona została przepisana.
IV.
Przedarłszy się przez łozinę, stanęli na krawędzi »prawdziwego« lasu. Wysokie sosny kiwały im przyjaźnie głowami; łączka, wysłana kwieciem nęciła do skoków. Nad trawami unosiły się roje bąków, muszek, motyli, drażniąc zuch wałem brzęczeniem; po płaskich liściach wędrowały żuczki, oraz inne stworzenia, warte bliższego poznania; pod nogami był mech aksamitny, siwy i zielony, wrzos liliowy, całe poletka dojrzałej czernicy, dojrzewających borówek i kraśnych, jak paciorki korali, »mącznicy.« Na ustro-