Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Latorośle.djvu/79

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

gdyby polakierowane»«. Ptaki w gęstwinach darły się, jak najęte, ale wrzask ich cichł natychmiast, skoro tylko dawał się słyszeć ostry, znajomy im świst i odgłos kroków Piotrusia. Ten butnie przebiegał ogród, czując się tu jedynym władcą i znakomitym »podróżnikiem«. »Towarzystwo« zebrane było w altance. Piotruś nie poszedł tam, gdyż dojrzał obok sukni pani Vauban długie nogi »Herra«.
 — Aha! Więc on aż tu zapędził moje wróble!

 Schował się w krzew jaśminu, skąd mógł widzieć doskonale, co się działo wkoło. Mieczysia nie było nigdzie; zaczął więc gwizdać w umówiony sposób. Starsi nie zwrócili na to uwagi, ale Hela