Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Latorośle.djvu/50

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

wiają, i nawet po polsku... Dobrze! Będę wiedział! Już »on« popamięta przyjaźń z Vaubanką! — mruczał malec, kierując się ku domowi, w którego oknach rzadkie migały światła. Podkradł się pod okno pokoju, gdzie spał z nauczycielem i zajrzał do wnętrza. Pokój był pusty, na stole paliła się świeca, a do okna przystawione było krzesło. Wszedł po niem, okno zamknął, rozebrał się i wsunął pod kołdrę. W domu panowała głęboka cisza, i tylko drzewa parku szumiały głucho.