Ta strona została przepisana.
skowycząc. Wkrótce potem malec usłyszał głosy, własne imię, rozmowę i wołanie:
— Piotrusiu!!... Pio-tru-siu! Pani-czu!... Hop! hop! Wracaj!
Trwało to niedługo; przechodzący byli tak blizko, że przez otwory w gałęziach widział ich suknie, spodem migające bose i obute nogi. Siedział, jak mysz pod miotłą, ale na twarzy jego zjawił się uśmiech; wiedział, że go tu nikt nie znajdzie, gdyż wejście do kryjówki znał tylko Mieczyś, a jego był pewien. Gdy ucichło, wyciągnął się na wznak, podłożył ręce pod głowę i począł dumać, przypatrując się łagodnemu kołysaniu, zwieszających się nad nim liści. Rozpoczął sądy