Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Latorośle.djvu/40

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

nego... Zwalniam cię ze słowa i nie przestanę lubić, gdyż widzę, że nie jesteś baba i papla.
Mieczyś, który w miarę słów Piotrusia uspokajał się i rozjaśniał, nagle drgnął i szeroko otworzył oczy: we drzwiach ukazała się matka.
— Przecież milczeć nie znaczy kłamać. Człowiek milczy dlatego, że... — ciągnął Piotruś, który jej nie widział.
— Tak słuchasz ojca? Miałeś klęczeć!
— On, mamo, na kolanach... on klęczy... on, mamo, doprawdy przyszedł na kolanach... — bronił brata Mieczyś.
Piotruś zerwał się i jak burza wypadł z pokoju.