Ta strona została przepisana.
Wszyscy byli jacyś nieswoi, i tylko rządca z ogromnymi, jak rogi bawole, wąsami smarował spokojnie chleb masłem.
— Chodź tu! — kiwnął na chłopca ojciec. — Gdzie byłeś?
— Na gumnie.
— Kto ci pozwolił?
Chłopak milczał, twarz mu zamroczyła się cieniem uporu i rozpaczy.
— Gadaj zaraz, coś robił dzień cały i coś zmajstrował z Mieczysiem! Patrz mi w oczy i mów prawdę!
Chłopiec nie podniósł opuszczonych powiek, choć ojciec ujął go za podbródek. W jednej chwili przypomniał sobie cały szereg przewinień: po lekcyi nie poskładał książek; w czeladnej po-